Siema ludzie, czarodzieje i inni. Wybaczcie, że musieliście tyle czekać, ale miałam problemy z łączem internetowym.
Roz II
Widok na peron przysłonił biały jak śnieg dym. Tom siedział w pustym przedziale. Wolał teraz pobyć sam. Wszystko było dla niego takie nowe.
Okazało się, że jego rodzice byli czarodziejami. A przynajmniej jeden z nich. To dlaczego umarli? Przecież mogli wyczarować wszystko!
- Magia ma ograniczenia. - powiedział Dumbledore, kiedy zadał mu to pytanie - Są takie rejony, w które nikomu nie wolno się zapuszczać. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz się uczyć.
- A dlaczego?
- Bo w pewnym momencie będziesz musiał zapłacić własną duszą. Nie będzie odwrotu.
Nagle drzwi przedziału otworzyły się. Do środka wparowała czarnowłosa dziewczyna.
- Na co się gapisz? - syknęła do niego i postawiła klatkę z popielatą sową na siedzeniu.
- Jeszcze nie widziałem nikogo z sową w klatce.
- To teraz widzisz. Kolejna szlama.
- Co to znaczy szlama?
- Szlama to ktoś taki jak ty. Dziecko mugoli bez krwi czarodziejskiej.
- Nie znam swoich rodziców.
- No to bardzo mi przykro. Nie chcę sobie zepsuć pierwszego wyjazdu do Hogwartu przez kogoś takiego, jak ty.
Pędem ruszyła w kierunku drzwi. Z wielką siłą szarpnęła za klamkę, jednak mechanizm się zablokował.
- Wygląda na to, że będziemy musieli sobie trochę posiedzieć. - powiedział Tom z lekkim uśmiechem. Wydawało się, że ta dziewczyna może mu powiedzieć o wiele więcej o świecie magii, niż ten stary pryk.
Sowa w klatce przyglądała się zdziwiona swojej pani, która dosłownie rzuciła się na siedzenie.
- Opowiedz mi o świecie magii.
- A niby dlaczego miałabym ci opowiadać?
- Ponieważ ja jestem tylko szlamą, a ty prawdziwą czarownicą.
Jedno stało się jasne. Tom znienawidził, kiedy zwracano się do niego "szlama". Któryś z jego rodziców na pewno był czarodziejem.
Dziewczyna westchnęła.
- A niby co chcesz wiedzieć?
- Wszystko.
- Czyli co?
- Chciałem się dowiedzieć, czy mogę spełnić swoje marzenie.
- Marzenia. Wszyscy o czymś marzą. Chcesz polecieć na Alaskę? A może do świętego Mikołaja do Grenlandii?
- Chcę stać się nieśmiertelny.
Dziewczyna zatkała usta dłonią. Przez chwilę prześwietlała wzrokiem chłopca, który siedział przed nią.
- Dlaczego marzysz o tym samym, co ja? - zapytała stanowczym, złowrogim tonem, jakby to marzenie było zarezerwowane wyłącznie dla niej.
- Marzenia o Alasce są dla słabowitych. Ja chcę stać się potężny.
Nastąpiła chwila ciszy.
- A tak w ogóle, jak masz na imię?
- Tom Marvolo Riddle.
- A ja Kate Grey.
- Myślałem, że nie zadajesz się ze szlamami.
- A kto powiedział, że jesteś szlamą? Przecież nie znasz swoich rodziców, czyż nie?
środa, 23 września 2015
środa, 16 września 2015
Rozdział 1
Voldemort nie jest zdolny do miłości.
Zauważyliście, że to zdanie jest w czasie teraźniejszym?
Bowiem Tom Riddle nie zawsze był zły. Przynajmniej nie do szpiku kości.
Dumbledore był tylko człowiekiem. Jako człowiek mógł się mylić. Cały czas upierał się, że w Tomie zło siedziało od samego początku, a on tylko nie umiał go dostrzec.
Ale to nieprawda. Albus nie widział w nim zła dlatego, że pojawiło się ono dopiero w konkretnym momencie. Spowodowane pewnym zdarzeniem.
Tom dowiedziawszy się, że jest czarodziejem, nie był wielce zaskoczony. Od samego początku czuł, że jest wyjątkowy. Ba! Czuł, że jest lepszy od wszystkich. To dlatego zabierał rzeczy innych dzieci z sierocińca. Straszył ich, by oni czuli się gorsi.
Tak, był on opętany złem. Ale w pewnym momencie chciał się zmienić. Naprawdę. Pragnął tego z całego serca.
Chwilę potem jednak wszystko zostało zniszczone. Wtedy oplótł zło wokół siebie jeszcze ciaśniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Stał się Czarnym Panem.
Nie będę wam opisywać pierwszej rozmowy Albusa z Tomem, bo to wszyscy już znacie. Ani tego, co robił w sierocińcu po tym, jak dowiedział się prawdy. Mogę wam za to opowiedzieć o Ulicy Pokątnej.
Gdy tylko drzwi do świata czarodziejów się otworzyły, Tom wpadł w zdumienie. Zobaczył naraz mnóstwo cudownych rzeczy. Latające miotły, rogi jednorożca, a nawet kły smoka. Tuż przed jego nosem przeleciała sowa.
- Przenoszą różne przesyłki. - powiedział Dumbledore, kładąc rękę na jego ramieniu.
- W jaki sposób udało się ukryć coś tak dużego? - zapytał bez emocji Tom.
Dumbledore od razu domyślił się, że chodzi tu o świat czarodziejów
- Tego dowiesz się w Hogwarcie. Chyba powinieneś iść sobie wybrać różdżkę.
- Różdżkę?
- Tak. Na przykład taką jak moja. Tam jest sklep Olliwander'ów. Idź, a ja zajmę się książkami.
Albus pchnął chłopca w stronę budynku. Tom poszedł dalej sam.
Sklep nie był aż tak pokaźny, jak cała reszta. Na wystawie leżała tylko jedna, grafitowa różdżka.
Tom pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia. Zadźwięczał dzwonek.
W tej samej chwili spod stosu opakowań wynurzył się dość młody mężczyzna ubrany tak, jak wszyscy wokół: w coś w rodzaju męskiej sukienki (o ile coś takiego istnieje). Jego złote włosy przypominały wyglądem ptasie gniazdo.
- Rozumiem, że przyszedłeś kupić różdżkę. - powiedział wesoło - Wielu z was teraz przychodzi. Ledwo zdążyłem to wszystko posprzątać.
- A co pan musiał sprzątać.
Sprzedawca zignorował to pytanie i zaczął grzebać po półkach.
- Nie ta... I nie ta... I to też nie ta...
Tom zauważył, że taśma krawiecka sama mierzy mu nos.
- Jesteś praworęczny, tak?
Tom skinął głową. Mężczyzna wcisnął mu w rękę kawałek patyka.
- Ale proszę pana... Jak to ma...
- Ty też żyłeś wśród mugoli?
- Wśród czego?
- Wśród mugoli. W sensie nie-czarodziei. Mam rację?
- Tak.
- Zamachnij się.
Tom spojrzał na różdżkę, którą trzymał w ręce. Nie wydawało mu się, że machanie kawałkiem patyka może do czegoś doprowadzić, ale wykonał polecenie.
Ku jego zdumieniu wszystkie różdżki na sąsiedniej półce wzbiły się na pięć stóp w powietrze, po czym z hukiem opadły na ziemię.
- Jednak nie to. - powiedział do siebie sprzedawca i wyrwał mu różdżkę z ręki. Znowu zaczął przeczesywać półki. W końcu wyjął śnieżnobiałą i wręczył ją Tomowi.
Tym razem rozsypane różdżki zaczęły się kręcić w koło, jakby były na karuzeli.
Sprzedawca po raz kolejny wyrwał mu patyk z ręki i zaczął szukać kolejnego, który nie wywołałby chaosu.
W końcu wyjął jeden egzemplarz i podał ją klientowi.
Z końca różdżki błysnęło niezwykłe światło. Było jednocześnie bardzo jasne i niedrażniące oczu. Sprzedawca uśmiechnął się.
- Cis i pióro feniksa, 13, cala. Naprawdę duża moc. Myślę, że możemy spodziewać się po panu wielkich rzeczy.
Zauważyliście, że to zdanie jest w czasie teraźniejszym?
Bowiem Tom Riddle nie zawsze był zły. Przynajmniej nie do szpiku kości.
Dumbledore był tylko człowiekiem. Jako człowiek mógł się mylić. Cały czas upierał się, że w Tomie zło siedziało od samego początku, a on tylko nie umiał go dostrzec.
Ale to nieprawda. Albus nie widział w nim zła dlatego, że pojawiło się ono dopiero w konkretnym momencie. Spowodowane pewnym zdarzeniem.
Tom dowiedziawszy się, że jest czarodziejem, nie był wielce zaskoczony. Od samego początku czuł, że jest wyjątkowy. Ba! Czuł, że jest lepszy od wszystkich. To dlatego zabierał rzeczy innych dzieci z sierocińca. Straszył ich, by oni czuli się gorsi.
Tak, był on opętany złem. Ale w pewnym momencie chciał się zmienić. Naprawdę. Pragnął tego z całego serca.
Chwilę potem jednak wszystko zostało zniszczone. Wtedy oplótł zło wokół siebie jeszcze ciaśniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Stał się Czarnym Panem.
Nie będę wam opisywać pierwszej rozmowy Albusa z Tomem, bo to wszyscy już znacie. Ani tego, co robił w sierocińcu po tym, jak dowiedział się prawdy. Mogę wam za to opowiedzieć o Ulicy Pokątnej.
Gdy tylko drzwi do świata czarodziejów się otworzyły, Tom wpadł w zdumienie. Zobaczył naraz mnóstwo cudownych rzeczy. Latające miotły, rogi jednorożca, a nawet kły smoka. Tuż przed jego nosem przeleciała sowa.
- Przenoszą różne przesyłki. - powiedział Dumbledore, kładąc rękę na jego ramieniu.
- W jaki sposób udało się ukryć coś tak dużego? - zapytał bez emocji Tom.
Dumbledore od razu domyślił się, że chodzi tu o świat czarodziejów
- Tego dowiesz się w Hogwarcie. Chyba powinieneś iść sobie wybrać różdżkę.
- Różdżkę?
- Tak. Na przykład taką jak moja. Tam jest sklep Olliwander'ów. Idź, a ja zajmę się książkami.
Albus pchnął chłopca w stronę budynku. Tom poszedł dalej sam.
Sklep nie był aż tak pokaźny, jak cała reszta. Na wystawie leżała tylko jedna, grafitowa różdżka.
Tom pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia. Zadźwięczał dzwonek.
W tej samej chwili spod stosu opakowań wynurzył się dość młody mężczyzna ubrany tak, jak wszyscy wokół: w coś w rodzaju męskiej sukienki (o ile coś takiego istnieje). Jego złote włosy przypominały wyglądem ptasie gniazdo.
- Rozumiem, że przyszedłeś kupić różdżkę. - powiedział wesoło - Wielu z was teraz przychodzi. Ledwo zdążyłem to wszystko posprzątać.
- A co pan musiał sprzątać.
Sprzedawca zignorował to pytanie i zaczął grzebać po półkach.
- Nie ta... I nie ta... I to też nie ta...
Tom zauważył, że taśma krawiecka sama mierzy mu nos.
- Jesteś praworęczny, tak?
Tom skinął głową. Mężczyzna wcisnął mu w rękę kawałek patyka.
- Ale proszę pana... Jak to ma...
- Ty też żyłeś wśród mugoli?
- Wśród czego?
- Wśród mugoli. W sensie nie-czarodziei. Mam rację?
- Tak.
- Zamachnij się.
Tom spojrzał na różdżkę, którą trzymał w ręce. Nie wydawało mu się, że machanie kawałkiem patyka może do czegoś doprowadzić, ale wykonał polecenie.
Ku jego zdumieniu wszystkie różdżki na sąsiedniej półce wzbiły się na pięć stóp w powietrze, po czym z hukiem opadły na ziemię.
- Jednak nie to. - powiedział do siebie sprzedawca i wyrwał mu różdżkę z ręki. Znowu zaczął przeczesywać półki. W końcu wyjął śnieżnobiałą i wręczył ją Tomowi.
Tym razem rozsypane różdżki zaczęły się kręcić w koło, jakby były na karuzeli.
Sprzedawca po raz kolejny wyrwał mu patyk z ręki i zaczął szukać kolejnego, który nie wywołałby chaosu.
W końcu wyjął jeden egzemplarz i podał ją klientowi.
Z końca różdżki błysnęło niezwykłe światło. Było jednocześnie bardzo jasne i niedrażniące oczu. Sprzedawca uśmiechnął się.
- Cis i pióro feniksa, 13, cala. Naprawdę duża moc. Myślę, że możemy spodziewać się po panu wielkich rzeczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)