piątek, 9 października 2015

Rozdział 4

Dzisiaj bez zbędnego gadania. Zapraszam na rozdział.

Rozdział IV

Do sali transmutacyjnej powoli schodziły się pierwsze roczniki. Lekcje miał poprowadzić Albus Dumbledore (w tamtych czasach nie był jeszcze dyrektorem).
Klasa była wyraźnie podzielona. W prawym rzędzie siedzieli Gryfoni, zaś w lewym – Ślizgoni. Środkowe ławki stały puste.
Właśnie do takiej sali wszedł Tom. Uważnie rozejrzał się po klasie. Po stronie Ślizgonów nie było wolnego miejsca. Wzruszył więc ramionami i usiadł w środkowym rzędzie.
Sala nadal się zapełniała. Powoli zaczynało brakować miejsc.
- Suń się. - warknął na Toma pewien Gryfon i usiadł koło niego w ławce, wyraźnie niezadowolony z sąsiedztwa.
- To tak samo moja ławka, jak twoja. – trafnie zauważył Tom.
Gryfon rozłożył swoje podręczniki na wyraźnie większej części. Tom przesunął je tak, by było mniej więcej sprawiedliwie (w sensie więcej na jego połowie).
- Coś ci się nie podoba? – burknął na niego Gryfon.
- Tak. Twoja twarz.
- To spadaj stąd.
- Sm spadaj. Ja byłem tu pierwszy.
- A jak nie pójdę, to co mi zrobisz? Ugryziesz mnie i wpuścisz truciznę, Ślizgonku?
W tle rozległy się śmiechy Gryfonów.
- Patrzcie jak się puszy. – powiedział Tom lodowatym tonem – Nie pomyliłeś domu, Puchonku?
Tym razem za plecami Toma rozległy się śmiechy.
Gryfon wstał wzburzony. Już miał warknąć na Toma coś nieprzyjemnego, jednak ten go uprzedził.
- Wielki, duży lew. – cedził przez zęby – A może raczej wielka, duża małpa?
- Małpa z łatwością rozdepta węża.
- Ale wąż jest za sprytny, by być rozdeptanym i bez problemu udusi małpę.
Za ich plecami zaczęli się zbierać ludzie. Nawet kilku trzecioklasistów zaglądało do sali.
- Dokop mu, Henry! – dopingowali Gryfona współmieszkańcy.
- Dalej, Tom! – to z kolei krzyczeli Ślizgoni.
Przez chwilę dwójka mierzyła siebie wzrokiem.
- Jesteś zwykłym śmieciem. – odważył się w końcu Henry.
- Jeśli ja jestem śmieciem, to ty nie jesteś nawet brudem, który się do tego śmiecia przykleił.
- Wszyscy spokój. – rozległ się na sali głos Dumbledore’ a. Nikt nie zauważył, kiedy zadzwonił dzwonek.
Wszyscy automatycznie usiedli na swoje miejsca.
- Nie będę dochodził, co, kiedy i jak, ale musicie mi obiecać, że to się już więcej nie powtórzy. Zgoda? – Dumbledore spojrzał na klasę znad swoich okularów-połówek – Uznam to za odpowiedź twierdzącą. A teraz otwórzcie swoje podręczniki na stronie trzeciej. Omówimy ogólne zasady…
- Powiedzmy, że tym razem ci odpuszczę, śmieciu.
- Niczego nie musisz mi odpuszczać. Powiedziałem tylko to, co ci się należało.
- Panie Riddle, panie Stark, proszę skupić się na lekcji.
- Tak jest, proszę pana. – odpowiedzieli automatycznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz