Dzisiaj bez zbędnego gadania. Zapraszam na rozdział.
Rozdział IV
Do sali transmutacyjnej powoli schodziły się pierwsze roczniki. Lekcje miał poprowadzić Albus Dumbledore (w tamtych czasach nie był jeszcze dyrektorem).
Rozdział IV
Do sali transmutacyjnej powoli schodziły się pierwsze roczniki. Lekcje miał poprowadzić Albus Dumbledore (w tamtych czasach nie był jeszcze dyrektorem).
Klasa była wyraźnie podzielona. W
prawym rzędzie siedzieli Gryfoni, zaś w lewym – Ślizgoni. Środkowe ławki stały
puste.
Właśnie do takiej sali wszedł
Tom. Uważnie rozejrzał się po klasie. Po stronie Ślizgonów nie było wolnego
miejsca. Wzruszył więc ramionami i usiadł w środkowym rzędzie.
Sala nadal się zapełniała. Powoli
zaczynało brakować miejsc.
- Suń się. - warknął na Toma
pewien Gryfon i usiadł koło niego w ławce, wyraźnie niezadowolony z sąsiedztwa.
- To tak samo moja ławka, jak
twoja. – trafnie zauważył Tom.
Gryfon rozłożył swoje podręczniki
na wyraźnie większej części. Tom przesunął je tak, by było mniej więcej
sprawiedliwie (w sensie więcej na jego połowie).
- Coś ci się nie podoba? –
burknął na niego Gryfon.
- Tak. Twoja twarz.
- To spadaj stąd.
- Sm spadaj. Ja byłem tu
pierwszy.
- A jak nie pójdę, to co mi
zrobisz? Ugryziesz mnie i wpuścisz truciznę, Ślizgonku?
W tle rozległy się śmiechy
Gryfonów.
- Patrzcie jak się puszy. –
powiedział Tom lodowatym tonem – Nie pomyliłeś domu, Puchonku?
Tym razem za plecami Toma
rozległy się śmiechy.
Gryfon wstał wzburzony. Już miał
warknąć na Toma coś nieprzyjemnego, jednak ten go uprzedził.
- Wielki, duży lew. – cedził
przez zęby – A może raczej wielka, duża małpa?
- Małpa z łatwością rozdepta
węża.
- Ale wąż jest za sprytny, by być
rozdeptanym i bez problemu udusi małpę.
Za ich plecami zaczęli się zbierać
ludzie. Nawet kilku trzecioklasistów zaglądało do sali.
- Dokop mu, Henry! – dopingowali
Gryfona współmieszkańcy.
- Dalej, Tom! – to z kolei
krzyczeli Ślizgoni.
Przez chwilę dwójka mierzyła
siebie wzrokiem.
- Jesteś zwykłym śmieciem. –
odważył się w końcu Henry.
- Jeśli ja jestem śmieciem, to ty
nie jesteś nawet brudem, który się do tego śmiecia przykleił.
- Wszyscy spokój. – rozległ się
na sali głos Dumbledore’ a. Nikt nie zauważył, kiedy zadzwonił dzwonek.
Wszyscy automatycznie usiedli na
swoje miejsca.
- Nie będę dochodził, co, kiedy i
jak, ale musicie mi obiecać, że to się już więcej nie powtórzy. Zgoda? –
Dumbledore spojrzał na klasę znad swoich okularów-połówek – Uznam to za
odpowiedź twierdzącą. A teraz otwórzcie swoje podręczniki na stronie trzeciej.
Omówimy ogólne zasady…
- Powiedzmy, że tym razem ci
odpuszczę, śmieciu.
- Niczego nie musisz mi
odpuszczać. Powiedziałem tylko to, co ci się należało.
- Panie Riddle, panie Stark,
proszę skupić się na lekcji.
- Tak jest, proszę pana. –
odpowiedzieli automatycznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz