Rozdział VII
Tom i Katy siedzieli na kanapie
przy kominku. Ich ręce prawie się stykały.
- Trzeba sprawdzić, czy zaklęcie
działa. Któreś z nas musi pójść do sali.
Tom spojrzał Kate w oczy.
- A po co ryzykować? Wyślijmy
kogoś innego. – Riddle wstał i podszedł do chłopaka, który zasnął w fotelu po
drugiej stronie. Potrząsnął jego ramieniem.
- Ccccco… - mruknął krótko
ostrzyżony blondyn.
- Mam do ciebie interes.
Ślizgon ożywił się.
- Nazywasz się Malfoy, tak?
Blondyn kiwnął głową.
- Słuchaj. Za poł godziny północ.
Idź do sali zaklęć i zostań tam do
pierwszej. Jeśli kto się pojawi, donieś mi, kto.
- A co z tego będę miał?
- Pytasz, co zyskasz? Więc
słuchaj. Będziesz mógł dołączyć do mnie. Do grona moich wybranych. Zamierzam
stworzyć idealny świat, a ja będę na jego czele. Wy będziecie mi pomagać.
- Chwila. To ty postawiłeś się
Starkowi? I to ty uwarzyłeś ten eliksir, co profesorowi Slughorn’owi się nie
udało?
- Tak, to ja.
Blondyn się przez chwilę
zastanawiał.
- A co, jeśli nie uda ci się
przejąć władzy?
- Będziesz miał u mnie dług
wdzięczności.
Ślizgon poderwał się z fotela.
Riddle wyciągnął do niego rękę.
- Zgoda?
- Zgoda.
Malfoy uścisnął jego rękę. Po
chwili wyszedł z pokoju wspólnego.
Riddle wrócił na kanapę. Teraz
wystarczy tylko czekać.
*****
Tom i Kate siedzieli razem na
lekcji transmutacji. Dumbledore jeszcze nie wszedł do klasy.
- No i co? Sprawdziłaś tą
Gryfonkę? – zapytał się Tom.
- Nie, jeszcze nie. –
odpowiedziała Kate – Czekaj chwilę.
Grey wstała i podeszła do stolika
po przeciwnej stronie klasy.
- No i dlaczego się nie było? –
szepnęła do dziewczyny siedzącej samotnie – Stchórzyłaś?
- Nie wiem, o czym ty mówisz.
- Nie udawaj.
- Spadaj do swojej ławki. Nie mam
na ciebie czasu.
W tym momencie do ławki dosiadł
się Stark.
- Masz jakiś problem? – warknął
na Kate.
- Tak, mam. To, że istniejesz. A
teraz wybacz. Wolę lepsze towarzystwo.
Grey odsunęła się od ławki
gryfonów i znów usiadła koło Riddla.
- Zaklęcie działa. – szepnęła do
Toma i posłała mu uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz