wtorek, 6 października 2015

Roz 3

Wybaczcie za tak dużą przerwę. Opowiadanie jest dostępne na Wattpadzie (od wczoraj). Na razie jest tylko pierwszy rozdział, ale nadgonię to. Jak na razie zapraszam na trzeci rozdział.

Roz III

Wszyscy nowi uczniowie weszli na Wielką Salę i ustawili się pomiędzy stołami naprzeciwko nauczycieli.
Tom przyglądał się całemu otoczeniu. Sala była naprawdę ogromna. Stały w niej cztery wielkie stoły. „Po jednym dla każdego domu.” – wyjaśniła mu Kate w pociągu. Spojrzał w górę. Nad nim unosiło się mnóstwo gwiazd. Nagle jedna z nich przecięła niebo, tworząc srebrzystą łunę.
Tom w sumie wiedział, że to wszystko czary, jednak nie mógł oderwać wzroku od sufitu. Czyżby magia była tak potężna, by zmieścić tu fragment kosmosu?
Przy stole nauczycielskim nagle coś stuknęło. Tom gwałtownie spojrzał w tamtą stronę.
Na trójnożnym stołku, wysuniętym na przód tak, by każdy mógł go widzieć, leżała stara, spiczasta czapka. Takie było pierwsze wrażenie Tom’a, gdy ją zobaczył.
Nagle czapka poruszyła się. Chwile później drgnęła raz jeszcze. Tom nie zdziwiłby się, gdyby nagle spod niej wyskoczyło stado myszy.
Jednak nic się takiego nie wydarzyło. Zamiast tego w materiale wytworzyło się coś w rodzaju ust. Nagle na sali rozległ się głos:


Może najpiękniejsza nie jestem,
Może stara ze mnie tiara,
Lecz jednym moim gestem
Dokona się miara.

Zaglądam w ludzkie serca,
Przeglądam wasze dusze
Gdyż do odpowiedniego domu
Przydzielić was muszę.

Może traficie do Gryffindoru
Domu samych odważnych?
Tu druhów znajdziesz kompanię.
Tu każdy człowiek jest ważmy.

A może do Hufflepuffu
Gdzie wierność i prawość króluje?
Tu zawsze znajdziesz pomoc.
Tu każdy się dobrze czuje.

A może byście chcieli
Wiedzy odkrywać drogi?
Do domu Roweny Ravenclaw
 Zastukajcie w progi.

A może was przyjmie
                                                                 Dom Salazara Slytherina?
Tutaj ludzie ambitni
I braterska więź się zaczyna.

Przyjechał pociąg na peron
Hogwarckie biją dzwony
Tutaj, w tej szkole czarodziei
Gryffindor’a, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin’a
Uczcie się pilnie
Rok szkolny się rozpoczyna.

Na Sali rozległy się gromkie brawa. Tiara znieruchomiała.
Do stolika podeszła kobieta w starszym wieku. Miała na sobie granatowy płaszcz i taką samą, o wiele nowszą od tej na stołku, tiarę. Rozsunęła pergamin, który miała w rękach i zaczęła mówić.
- Kiedy wyczytam czyjeś nazwisko, ma on podejść i usiąść na stołku, po czym podejść do odpowiedniego stołu. Adele Patrizia!
Z tłumu wyszła albinoska o brązowych oczach. Zgodnie z poleceniem usiadła na stołku. Kobieta założyła jej starą tiarę na głowę.
Albinoska przez chwilę siedziała, kurczowo trzymając się stołka. Po kilku sekundach tiara otworzyła usta i krzyknęła tak, by było ją słychać na całej Sali.
- Ravenclaw!
Przy jednym ze stołów rozległy się gromkie brawa.
- Czyli tak to wygląda. – pomyślał Tom – Wystarczy nałożyć tą czapkę na głowę, a ona krzyknie, do którego domu należysz. Teraz należy tylko czekać.
 - Grey Kate.
- Slytherin!
- Granger Angelina.
- Gryffindor!
Minęło kilka minut. Tom przez ten czas lekko się niecierpliwił. Zaczął więc rozmyślać, w którym domu się znajdzie. Na początku wyeliminował Hufflepuff.  On na pewno nie był ani pomocny, ani prawy. Więc może Gryffindor? Tom zaczął sobie przypominać, co na temat tego domu mówiła tiara. „Tu każdy człowiek jest ważny.”  Nie, na pewno nie trafi do tego domu.
Więc został Slytherin i Rave…
- Riddle Tom.
Tom, słysząc swoje imię, wystąpił naprzód. Szedł krokiem pewnym, prawie władczym. Niewiele osób zauważyło, że ręce mu lekko dygotały.
Tom usiadł na stołku i założył tiarę.
Więc albo Slytherin albo Ravenclaw.
A skąd ta pewność, że któryś z nich?
Tom był zaskoczony, słysząc głos w swojej głowie.
- Metoda eliminacji. – odpowiedział w myślach.
Rozumiem. Owszem masz zadatki do Ravenclaw’u, ale wyczuwam w tobie coś innego. Coś, co posiadał jeden z założycieli Hogwartu. To ten sam rodzaj magii. Założyciel byłby zły, gdybym to zignorował. To powinowactwo pomiędzy wami. Jesteście jak ojciec i syn…
- Slytherin! – ryknęła tiara na głos.
Tom o mało nie chwycił się za uszy. Głos zaskoczył go. Całkowicie zapomniał, że ta rozmowa nie dzieje się tylko w jego głowie.
W sumie nie trafił najgorzej. Ale o co chodziło z tym powinowactwem pomiędzy nim i założycielem?
Ślizgoni powitali go gromkimi brawami Nie zależał mu na nich. Bynajmniej nie teraz. Ignorując wszystko, usiadł za stołem. Zrządzeniem losu znalazł się tuż koło Katy.

- Nie dość ci, że siedziałam z tobą w przedziale, to jeszcze się do tego samego domu pchasz? – powiedziała pół-żartem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz